piątek, lutego 8

Na mieście zobaczone

To ja, Maleństwo, też dorzucę podobną cegiełeczkę :) Otóż byłem kiedyś świadkiem następującej sceny - chłopak, bardzo mocno wystylizowany (ciemne okulary, włosy-szpileczki, srebrna kurteczka, lawendowy szaliczek) nonszalancko trzymając w ręku drogi aparat cyfrowy bajeruje na ulicy pewną młodą sikorkę. A to dowcip rzuci, a to fotkę pstryknie - sikorka, rozanielona, pozuje... normalnie druga Linda Evangelista! I wszystko byłoby pięknie gdyby nie komentarz dzielnego fotografa:

- Bo widzisz, Joasiu, ja to tak lubię najbardziej fotografować, wiesz, tak znienacka... Tak...en face!!


Niniejszym pozdrawia Was (en face, czyli znienacka) Maleństwo ;)

6 komentarzy:

Motylek pisze...

uwielbiam takie prełki jak ta oraz te w poprzednikm wpisie...

Ondraszek pisze...

Hihi, ja też uwielbiam takie perełki :) Chociaż fotografować wolę akurat inaczej :D

Szczęśliwy Robal pisze...

...przychylam się do wypowiedzi moich "przedpostowników". Również uwielbiam "perełki" jak rozkochuje się także w "rodzynkach". Nie mniej jednak każdą z "perełek" bądź "rodzynek" bardzo ważę w sobie, bo popełnienie naszym zdaniem "faux pas" nie definiuje w żaden sposób faktu takiego popełnienia! Nauczyłem się oceniać ludzi po tym co mają w sobie a nie po tym co na sobie. Sposób używania słów uważam osobiście za mało istotny (on pomaga tylko określić wielkość wykształcenia)ale w żadnym nie określi ani nie jest w stanie określić poziomu szczerości i prawdziwości, które moim zdaniem są albo winny być najwyżej cenione. Więc uważam, że istotniejszym jest co się mówi a nie jak! Idąc tym tropem moi mili filolodzy zajmujecie się piszczotą, która faktycznie jest ważna ale...:) Zawsze jest to pieprzone ale...! Tak więc ów rzeczony fotografista, czytając Was mógł dojść do bardzo podobnych wniosków i muszę dodać, że również lubię pstrykać z nienacka:). Nie ma jak to sobie pstryknąć z nienacka!

Ondraszek pisze...

Otóż Robalku Kochany nasz!
Pozwolę sobie wyrazić opinię. Opinia ta jest moja osobista i twierdzi, że zamiłowanie do takich perełek nie ma nic wspólnego z filologobyciem. Wiem po sobie - sam jestem odwrotnością filologa, bo nie dosyć że inżynierem to jeszcze informatykiem - czyli w sumie umysłem podwójnie ścisłym (żeby nie powiedzieć "ściśniętym"). I mimo to uwielbiam takie perełki. Nie ma to też raczej nic wspólnego z wykształceniem rozmówcy - można takie lapsusy wychwycić zarówno rozmawiając z kopiącym dół grabarzem jak i z doktorem filozofii. Piszesz o sposobie użycia słów - on w tym przypadku nie zależy od wykształcenia. Czesto rozmawiam ze staruszkami po krótszej podstawówce i rozmawia nam się miło i mądrze. Tu problemem jest raczej potrzeba używania jakichś mądrych słów w celu popisania się, chociaż się znaczenia tych słów wcale nie rozumie. A to cecha nie tyle ludzi niewykształconych a mądrych - bo ci używają słów, które znają. To cecha ludzi niemądrych a tacy zdarzają się na każdym poziomie wykształcenia. Uwierz mi, kiedy pewien wykształcony historyk opisywał mi w mailu co się zepsuło w jego laptopie, to myślałem, że spadnę z krzesła. I miałem wielką ochotę umieścić (oczywiście bez nazwisk)to na pewnym informatycznym forum, żeby koledzy też się pośmiali. A wszystko dlatego, że chciał się POPISAĆ używając słów, których nie rozumie.
Koniec mojej opinii. Zgadzam się natomiast, że nie ma to, jak sobie pstryknąć z nienacka. Ale też fotografowanie pięknych nagich kobiet w wystudiowanych pozach może dostarczyć wiele przyjemności :)

Zwierzątkowy Robal pisze...

...no ale...(przyp.):) ... Ondraszku ... ja tylko chciałem stanąć w obronie tegoż jakże oryginalnie odzianego młodzieńca, który niesion wzniosłym, płonącym uczuciem (lub czuciem) do tak zwanej Joasi lub sikorki, podjął być może desperacką próbę zaskarbienia sobie jej podziwu dla siebie ... być może był to bohaterski wyczyn, który kosztował go być może tak wiele, że nie zdajemy sobie z tego sprawy (przecież miał drogi aparat)...:)! A że wymsknęło mu sie coś takiego jak to nieszczęsne "...en face..." - no cóż, mogło być znacznie gorzej - przecież, a i tak było w miarę ok.
Z tego co się dowiedziałem to całe nieszczęsne en ... coś tam ... to jest określenie sposobu robienia zdjęć mówiący o robieniu zdjęć twarzy ze zbliżenia (pytałem zawodowych "fotografistów") Więc uważam, że nasz "fotografista" nie nabroił aż tak bardzo. Choć z pewnością sytuację stworzył nad podziw śmieszną!!!:)!
Dodam w tajemnicy, że to cudowne, że tutaj w pisaniu komentarzy, ktoś zamieścił słownik - nawet nie wiesz ile radości bym przysporzył wszystkim - gdyby go tutaj nie było:):):)!!!
...można się śmiać!!!...ja teraz też się brechtam jak dziecko!!!
Nie chciałem dolać oliwy do ognia - zrobiło mi się tylko młodzieńca odrobinkę szkoda ... jak ja sobie przypomnę co ja wyczyniałem w podobnych sytuacjach ... to ten opisywany przez Maleństwo - to mały pikuś...ja byłbym orłem!!! Zresztą dobrze o tym wiesz:):):):)!!! I tak z jednej strony było mi go szkoda a z drugiej zazdrościłem mu, że mnie nikt w podobnej sytuacji nie przyuważył ... wiesz taki misz-masz:)!
Ale będąc wredotą i zaroaumialcem z natury - napiszę, że - Ondraszku napisaliśmy o tym samym - tylko innymi słowami:)
A czy mi się wydawało??? czy też może coś napisałeś o Kobietach??? ... może wymienimy się fotkami:):):):):)!
Rozbawiony po uszy, rozanielony po pachy ... pozdrawiam wszystkich piszących i czytających!!!! ... postaram się następne posty pisać już na trzeźwo - ale czy będą szczęsne czy też nie... - tego jeszcze nie wiem...!!!

Ondraszek pisze...

Hmmm... Tak się zastanawiam teraz... A może on to mówił specjalnie tak, żeby ona ZROZUMIAŁA o co mu chodzi? ;P